Florart pisze:Sellie pisze:Deweloperzy...
Podejrzewasz, czy wiesz? Jeśli masz pewne źródło, to super. Dobrze mieć takie sprawdzone informacje.
Fakty są natomiast takie, że Kraków to pierwsze w Polsce miasto, któremu stale przybywa mieszkańców. Wyprzedza nawet Warszawę.
Inne fakty są takie, że depopulacja i kryzysy wzmacniają raczej migrację do centrum. Ile w Polsce masz miast, które będą przyciągać? Top 5?
Jak sobie to wyobrażasz, że ludzie nagle wrócą na prowincję, do tych opustoszałych wiosek czy do miast powiatowych?
Rzucą się "w pędzie do sprzedawania przepłaconych klitek" i kupią większe (chociaż nie będą mieć pracy), czy zdecydują się na powrót do domu rodzinnego, gdzie te perspektywy będą jeszcze gorsze?
Nie mówiąc już o tym, że w Krakowie nie ma już za bardzo gdzie budować. Deweloperzy zabudowują ostatnie wolne przestrzenie (jeszcze do niedawna była to GN, teraz przez jakieś 3-4 lata w okolicach wyjazdu na Zielonki, co im jeszcze zostało?), a te rzekome mieszkania po umierających seniorach to będą miejsca zupełnie nieprzystające do współczesnych standardów, wymagające drogiego remontu.
Studenci? Jeśli padną uczelnie na prowincji lub degradacja dyplomu będzie dalej postępować, to stracą nie tyle największe i najlepsze uczelnie (a takie mamy w Krakowie), ale w pierwszej kolejności te prywatne. Jeśli ktoś wciąż będzie chciał studiować, to na co się zdecyduje?
Pewnie mieszkania stanieją, ale oczekiwanie jakiegoś wielkiego krachu jest zwyczajnie oderwane od realiów. Ludzie muszą gdzieś mieszkać, a Kraków wciąż przyciąga i będzie przyciągał. W negatywnych scenariuszach bardziej niż do tej pory. Widać to w Europie Zachodniej. Domy po 1 euro kupujesz gdzieś na prowincji, a nie blisko centrum dużego ośrodka miejskiego.
Dane z deweloperucha i jest znowu wysyp mieszkan, przede wszystkim na wynajem jest kosmos, a do sprzedazy tez rosnie:
https://deweloperuch.pl/statystyki/port ... nia/krakow>Fakty są natomiast takie, że Kraków to pierwsze w Polsce miasto, któremu stale przybywa mieszkańców.
Prosze o zrodlo. Raczej nie przybywa tylko ludzie co byli niezameldowani w Krakowie, po zakupie pierwszego mieszkania zaczynaja sie meldowac (sama znam 5 takich osob). Mieszkam w krk 10 lat i nigdy tu nie bylam zameldowana. Raczej duzo Ukraincow z Krakowa wyjechalo (sama znam kilku). Pamietam jak moja okolica wygladala tuz po pandemii i wybuchu wojny. Teraz jest znacznie mniej ludzi.
Oficjalnie Krakow podawal jakies 700-800k, nieoficjalnie jest to blizej miliona, tylko, ze te 200 k to ludzie bez meldunku.
> Jak sobie to wyobrażasz, że ludzie nagle wrócą na prowincję, do tych opustoszałych wiosek czy do miast powiatowych?
Ale właśnie to się stało wśród moich znajomych (ok. 10 osob z ktorymi pracowalam) - wrócili na prowincje mniejsze i większe i pobudowali tam domy za grosze. Wszyscy pracuja 100% zdalnie, albo zaczeli jakies nowe biznesy na miejscu, nikt nie planuje wracac do KRK. Zyja z naprawde dobra wyplata, w bardzo tanich miejscach. Krakow jest horrendalnie drogi do zycia. Dobry na wycieczke, ale juz na co dzien - srednio. Glupie produkty w sklepach potrafia kosztowac kilka zloty wiecej tylko dlatego, ze to Krakow. Czasem jestem w Kato i sok x kosztuje tam 5 zeta, a ten sam sok w lokalnym Lewiatanie w KRK 9 zl. Jak ktos nie ma kasy, szczegolnie starzy ludzie, to nie ma opcji, ze beda migrowac do Krakowa. A mlodych jest zwyczajnie z roku na rok mniej.
> Rzucą się "w pędzie do sprzedawania przepłaconych klitek" i kupią większe (chociaż nie będą mieć pracy), czy zdecydują się na powrót do domu rodzinnego, gdzie te perspektywy będą jeszcze gorsze?
Albo wyjada za granice. Wczesniej to nie byla opcja, bo przeciez jest praca na miejscu, ale jak nie ma pracy to ludzie zaczynaja migrowac. I to robia chetniej osoby nieuwiazane mieszkaniem.
> Nie mówiąc już o tym, że w Krakowie nie ma już za bardzo gdzie budować.
To normalne, ze miasta sie rozwijaja "na boki". Wsie jak Zielonki zwyczajnie zostana wcielone do Krakowa. Aczkolwiek demograficzne tsunami moze temu zapobiec. Umieraja teraz roczniki w ktorych bylo po 800k ludzi, a na rynek wchodza roczniki 200k ludzi. Nie kazdy bedzie migrowal do top 6. Jest masa ludzi malo przebojowych, lubiacych sie trzymac kiecy mamusi i tacy nigdy nie wyjada ze swojej wsi. Czesc bedzie robic dzieci i zyc z zasilkow, czesc bedzie siedziec na NEET, rodzice beda utrzymywac, a pozniej beda sie zamieniac w opiekunow swoich rodzicow i dalej zyc z zasilku dla opiekuna.
Dodam, ze moje miasto rodzinne super sie rozwinelo m.in. dzieki temu, ze place tam podatki. Bylam niedawno na Podlasiu i poziom zycia ludzi tam jest 100% lepszy niz w KRK - wszyscy znajomi pobudowali wielkie wille, okoliczne miasta sie rozrastaja, czesc znajomych dojezdza do pracy w WAW, ale kase juz wydaje lokalnie i zyja jak krole. Bardzo mozliwe, ze i Krakow podobnie skonczy, zreszta juz teraz widac po m.in. rozwoju Rzeszowa - ludzie szukaja tanszych alternatyw i nagle inne miejsca robia sie modne do mieszkania.
> Studenci?
Zmienily sie czasy, studentow jest bardzo malo. Dzieciaki widza alternatywne sciezki rozwoju typu influencer, widza ceny mieszkan i nie ida na studia, tylko do pracy zeby cos sobie odlozyc. Z tych marnych 200k rocznikowo na cala Polske, ile zjedzie do Krakowa? Max 10k? Moze 20? Vs. 100k z kiedys? Widac po wysypie mieszkan na wynajem na portalach, kiedys wrzesien to byl spadek ogloszen o 50% - teraz jak zajrzysz na deweloperucha, mamy gorke na wynajem - sytuacja niewyobrazalna we wrzesniu.
> Pewnie mieszkania stanieją, ale oczekiwanie jakiegoś wielkiego krachu jest zwyczajnie oderwane od realiów. Ludzie muszą gdzieś mieszkać, a Kraków wciąż przyciąga i będzie przyciągał. W negatywnych scenariuszach bardziej niż do tej pory. Widać to w Europie Zachodniej. Domy po 1 euro kupujesz gdzieś na prowincji, a nie blisko centrum dużego ośrodka miejskiego
W krk nikt nie mowi o mieszkaniach za zlotowke, ALE stanieja do poziomow sprzed 10-15 lat. Juz widze na tanich mieszkaniach spadki o 100k, dodatkowo wchodzi demograficzne tsunami - bedzie wysyp starych mieszkan po dziadkach, ktorych nikt nie chce. Wnuki mieszkaja w innych miastach czy krajach, a czynsz trzeba placic, inaczej masz problem ze spoldzielnia. Dla wielu osob mieszkanie sie zrobi niesprzedawalnym obciazeniem.
Krakow dodatkowo bedzie mial dosyc dziwny problem polowicznie-pustych blokow tzn. i w nowych i w starych mieszkaniach bedzie tylko 50-90% bloku zamieszkane. Skutkiem beda ogromnie rosnace ceny za ogrzewanie mieszkania, poniewaz np. w srodku bloku bedzie taka zimna wyspa, ktora bedzie wychladzac inne mieszkania. Niestety aktualnie mieszkam w takim bloku - wiekszosc jest na wynajem i za male mieszkanko musialam doplacac prawie 900 zl za ogrzewanie po zimie, poniewaz mieszkania wokol mnie w tym okresie staly niewynajete.
